Kolejne podsumowanie. Fasoliński skończył 6 miesięcy.


Pół roku z Panem Fasolińskim za nami. Po tym małym bobo już niewiele co zostało. Ba nawet ubranka przeskoczyły Leonka i te na pół roku zaraz będą za małe. W tym miesiącu pojawili się nowi zabawkowi ulubieńcy, a ciekawość jaką wzbudza wszystko w koło jest nie do opisania. 


Wzrost: 70 cm
Waga: 7315 g

Aktualne zdjęcie:

20.01.2015


Przeżyliśmy Święta, powrót do domu z Łodzi, Sylwestra, a nawet zajęcie bawialni Fasola przez gości. Powroty z Łodzi zawsze są trudne, nie inaczej było i tym razem. Leon musiał na nowo przyzwyczaić się do swojego łóżeczka i do braku obecności dziadków. A od tamtej pory maleńkie światełko zostawione na noc już nie wystarczy i zasypia przy dużej lampce nocnej. Niestety nasze dziecko Sylwestra nie świętowało. Leon postanowił, iż 5 rano będzie najlepszą godziną na przywitanie Nowego Roku. Nie ma co winić naszego chłopczyka... jak go uśpili i nie widział światełek o północy to chyba każdy chciałby się zrewanżować. 

Pół roczku to już nie przelewki więc i wózek musiał ulec zmianie. Gondola zrobiła za mała dla naszego wielkoluda. A jeszcze pamiętam jak mieściła Leonka, Cześka (czaszkową poduchę) i zostawało jeszcze sporo miejsca. 


Nie ma tego złego. Dzięki spacerówie podczas naszych wędrówek, Leon wszystko widzi i podziwia. Niestety jest ona mniej zabudowana i tym samym mniej chroni od zimna, wiatru, deszczu czy padającego śniegu. Przez moment zastanawiałam się nad zakupem specjalnego śpiworka do wózka. Jednak zamiast tego od zimna chroni Leonka kombinezon, którego dolna część po rozpięciu może stać się śpiworkiem. 

Zabawki.

Ten miesiąc to również nowe zabawki. Po Świętach wróciliśmy do domu z taką ich ilością, że spokojnie mogliśmy otworzyć sklep z zabawkami. Huśtawka już się nie liczy, teraz najfajniejszym sprzętem w naszym domu jest (nie bardzo wiem jak to nazwać) centrum zabaw z platformą-trampoliną. Na niej Leon opiera się nóżkami i prawie udaje mu się podskakiwać. 


Kolejną nowością jest piankowa mata. Kupiliśmy ją po tym jak Leon świetnie bawił się na takiej u znajomych. Mata zmusiła nas do przemeblowania salonu ale dzięki temu nasz synek ma teraz swój kącik do zabawy ze wszystkimi zabawkami. Piankowa mata sprawdza się znakomicie. Bardzo polecam. Są to kwadraty 60x60 cm, oczywiście w czarnym kolorze, bez żadnych literek cyferek. Podobno po pewnym czasie te literki/cyferki przestają ściśle przylegać do reszty maty, a do tego niektóre elementy są dość małe. Ja również korzystam z maty jak Leon nie widzi- kiedy idzie spać kącik zabaw przemienia się w kącik do ćwiczeń. 


Na macie Leon doskonali umiejętności ale tez nabywa nowych. Przesuwa się do tyłu, a oprócz przekręcania się na bok co potrafił już miesiąc temu, umie także okręcić się wokół własnej osi. Jeszcze nie raczkuje. Na razie podnosi się wyżej na rączkach, pupsko podnosi do góry i pełza. Więc może już niedługo będę szukała go po całym mieszkaniu. 

Leon zaczął też fajnie radzić sobie z siedzeniem. Na razie go asekurujemy (siedzi głównie na naszych kolanach) i boimy się posadzić go samego. Pewnie przyjdzie moment, że on i my dojrzejemy do tego kroku. Wydaje mi się także, że stara się podnosić jednak robi to na tyle delikatnie i rzadko, iż sama nie jestem pewna.

Książeczki już nie są tylko ozdobą komody ale spełniają funkcję interesujących, czasowych umilaczy. Leon nie byłby sobą gdyby ich nie wyślinił ale fajnie się ogląda jak bardzo jest nimi zainteresowany.


Leon nie tylko polubił książeczki. Ma także swoją ulubioną bajkę. Faktycznie polubił albo po prostu jest zafascynowany tym, że ktoś mówi, porusza się, świeci. Pewnie zdecydowanie ta druga opcja. "Dora poznaje świat" jest nawet interesująca i dla mnie, a co fajne to bohaterowie używają także angielskich zwrotów i słówek. I właśnie teraz przypominają mi się moje słowa w ciąży "Leon nie będzie korzystał z tabletu" HA HA HA.... 


Do ulubionych zabawek Leona należą również (chyba miesiąc temu również o tym pisałam) stopy. Nic dodać nic ująć, stopy, a najlepiej gołe są lekiem na wszelkie marudzenia i płacze. Może trzeba uszyć Leonowi materiałową stopę z gryzakiem...temat do przemyślenia:).

Co jeszcze Leon kocha? FALBANKI, które są ozdobą ochraniacza do łóżeczka. Ja już zaklinam jego karierę jako projektanta mody i zainteresowanie falbankami jest mi bardzo na rękę. Czasem rano kiedy się obudzi potrafi wytrzymać kilkanaście minut w łóżeczku właśnie bawiąc się falbankami. Kiedy falbanki przestaną interesować, ich miejsce zajmuje  metka przy pluszowym Myszonie. 



Od zabawek do jedzenia.

Dla naszego dziecka butla mleka mogłaby nie mieć dna. Już w poprzednim miesiącu rozpoczęłam rozszerzanie diety naszego malucha. Jednak wtedy to były jedynie próby. Ten miesiąc to nowe posiłki traktowane już na poważnie. Leon dostaje jeden posiłek niemlekowy w ciągu dnia i zazwyczaj jest to obiadek lub deserek. Niestety taka ze mnie kucharka, która gotowanie dla takiego malca ogranicza jedynie do zrobienia kaszki lub jabłuszka. Jarzynki, śliweczki, królik czy inne dziecięce przysmaki gotowane przeze mnie pewnie byłby niezjadliwe. Chociaż nie powiem kusi mnie myśl by popróbować i zrobić Fasolowi "słoiczki" samodzielnie. Oczywiście nie mieszając w to królika gdyż nie wyobrażam sobie gotowania mięsa z biednego królika.

Jedzenie w tym miesiącu to też próba z glutenem. Na jednej próbie na razie się to zakończyło. Leonowi chyba nie przypadł on do gustu. Nie będę opisywała ze szczegółami w jaki sposób zareagował- oszczędzę Wam czytania tym bardziej przy jedzeniu. Oczywiście nie mam pewności, że przyczynił się do tego gluten jednak wolę poczekać jeszcze 2-3 miesiące. Skończone 6 miesięcy to też kolejny mleczny etap naszego chłopczyka. Na razie jeszcze mieszamy mleko jedynkowe z dwójkowym ale jak tylko skończą się zapasy całkowicie przejdziemy na dwójkę. 

Leon z miesiąca na miesiąc jest co raz to radośniejszym dzieckiem. Niestety o swoje także potrafi się już upominać. Towarzyszy temu głośny płacz i awantura. Rośnie nam mały uparciuch ale też "kokiet". Doskonale zdaje sobie sprawę, że uśmiechem i robieniem "grrrrr" kupi nas całkowicie, a złość uleci w kosmos. 

W tym miesiącu musieliśmy udać się na kolejne szczepienie. Na szczęście Leon zniósł je najlepiej ze wszystkich dotychczasowych ukłuć. Płacz był, oczywiście, jednak tylko podczas podawania szczepionki. Nasz dzielny maluch szybko się uspokoił i zanim wyszliśmy z gabinetu już śmiał się od ucha do ucha. 

Nie ma się co rozpisywać, Leon rośnie jak na drożdżach i ani się obejrzymy, a będzie biegał i straszył kury sąsiadowi. 

Miłego dnia,
Lescils

Agata (lescils)

Jeżeli masz jakieś pytania lub po prostu spodobał Ci się mój wpis, koniecznie daj mi o tym znać :).