Podsumowanie: 7 miesiąc! Nasz chłopiec rośnie, pełza, a nawet piszczy...


7 miesięcy za nami. To już nie przelewki. Mamy w domu duże chłopisko, które rządzi nami jak tylko chce. Chyba musimy wprowadzić program naprawczy bo niedługo obudzimy się z kurami sąsiada, a nasz diabelski syn będzie sam wojował w domu.


Aktualne zdjęcie:

20.02.2015

Pod koniec 7 miesiąca Leon zasmakował w gorzkim smaku antybiotyku i innych leków. Jestem bardzo sceptycznie nastawiona do antybiotyków i staram się ich unikać jak ognia. Jednak kiedy podejrzenia zostały skierowane na ucho, nie zastanawialiśmy się długo nad jego wykupieniem. Z choróbska został nam tylko do opanowania męczący kaszel. 

Niestety przez to każda butelka mleka, która zostaje wypita do ostatniej kropelki jest małym sukcesem. Tych kilka gorszych dni odbiło się na jego mlecznym apetycie, nie wspominając o obiadkach. W normalnej sytuacji mleko jest jedynym właściwym pożywieniem według naszego synka. Rośnie nam obiadkowy Tadek Niejadek, a może trafniej MLEKOŁAK.

Niestety przez chorobę zostaliśmy wysłani na spacerowy odwyk. Nie lubimy spacerowych odwyków....nie wiem tylko czy bardziej ja czy Leonek.

Ten miesiąc to dużo nowości. Nasz chłopczyk przesiadł się do prawdziwego, męskiego, dorosłego. czarno-białego fotelika w zebrę. Przez to, że przestaliśmy używać nosidła, a fotelik stał się nieodłączną częścią samochodu, potrzebowaliśmy wózka, który będzie mały, lekki i w jednej części. Spacerówka- parasolka, którą kupiliśmy spełnia wszystkie te wymagania. Co więcej Fasoliński bardzo polubił ja polubił- nareszcie wszystko widzi i siedzi.


Mata już nie wystarcza naszemu synkowi. Teraz podłoga gra pierwsze skrzypce. Najwspanialszym dźwiękiem jest "szuranie" klockami o podłogę lub uderzanie nimi. Nam te dźwięki trochę mniej przypadły do gustu- ja mam ciarki i wszystko mnie od nich boli. Minęły też czasy kiedy rzeczy w naszym mieszkaniu były bezpieczne. Fasoli zaczął pełzać (w tempie błyskawicy) i teraz nic się nie ukryje przed bystrym okiem Leona. W szczególności obawiać się o swoje życie powinny: kable, kabelki, ładowarki, klocki (one tracą życie uderzane o podłogę), dolna półka w LACKu, a nawet boki maty w ząbki (do łączenia)- cudownie się je ciućka. Jego pełzanie nie jest typowym raczkowaniem- Leon zachowuje się jak wojskowy na ćwiczeniach, odpycha się łokciami i nogami i w ten sposób się przemieszcza. Zastanawiamy się czy zacznie jeszcze raczkować. Kiedy zaczął przemieszczać się w dość szybkim tempie, zaprzestał prób podnoszenia się na rękach, brzuch i pupisko również nie odrywa się od podłogi.  


Tu jeszcze próbował.

Jako, że klocki wydają wspaniałe dźwięki, dadzą się złapać w jedną rączkę zostały wybrane na zabawkę miesiąca. Co więcej mają także funkcję budowania wieży, a radość Leonka w rozwalaniu jej- bezcenna. Na widok zbudowanej przez nas budowli bije rekordy w przypełzywaniu z drugiego końca pokoju. 

W tym miesiącu uczyliśmy naszego Malucha robić "papa". Odnieśliśmy mini sukces, ponieważ papatki wychodzą szczególnie kiedy tata wychodzi i wraca z pracy. Jest to w dużej mierze zależne od nastroju Leoncja. Na listę nowych umiejętności należy także wpisać PISK. Okropny, głośny, bardzo irytujący dźwięk. Jeżeli wiecie jak oduczyć dziecko pisku bardzo proszę napiszcie.....Ale uśmiech na liście naszego malca nadal jest numerem jeden więc kilka pisków jeszcze możemy wybaczyć.


Przespanie całej nocy jest ciągle naszym marzeniem. Ciężko mi to zrozumieć ale im starszy Fasol tym gorzej. Już kończy mi się cierpliwość do tłumaczenia tego kolejnymi skokami rozwojowymi czy zębami, które się nie pojawiają. Tak zębów nadal brak i aż się boję, że wszystkie wyjdą za jednym razem. Jednym płaczem, bólem... chociaż może ta opcja nie jest taka zła. 


Podsumowanie spóźnione, do tego krótkie więc może spiderman Wam to wynagrodzi:

Miłego tygodnia,
Lescils

Agata (lescils)

Jeżeli masz jakieś pytania lub po prostu spodobał Ci się mój wpis, koniecznie daj mi o tym znać :).