Podsumowanie: Pierwszy rok za nami. Sto lat Leonku!


Sto lat sto lat niech żyje Leon nam!

Przyszedł czas na ostatnie podsumowanie. Z pewnością będzie trochę inne, trochę krótsze. Wynika to z tego, iż ciężko zebrać wszystko to, co pojawiło się w mojej głowie i serduchu przez ostatnie 12 miesięcy. Wpis inny też ze względu na zupełnie inne emocje. Od pierwszej litery, pewnie do ostatniej w głowie mam tamtą niedzielę sprzed roku.

To były miesiące szaleństwa, całkiem różne od tych dobrze nam znanych. A cały ten chaos przez najcudowniejszą istotkę na świecie.

A ta istotka to już nie niemowlak, a duży chłopiec. Chyba najbardziej niesamowite jest to, że jeszcze tak niedawno nie potrafił utrzymać główki, a teraz na nas pokrzykuje.

To był rok pełen radości, przestawiania myślenia, przyzwyczajania, że plany można sobie ustalać ale tylko po to by je później zmienić. Czas strachu, którego nie znaliśmy wcześniej ale też bezwarunkowej miłości o jakiej dotychczas nie mieliśmy pojęcia.

Rok temu staliśmy się najważniejszymi osobami na świecie, dla niego- naszego małego Leona. A on stał się naszym oczkiem w głowie!

20.07.2014

Już wiemy, że 5 rano to całkiem normalna godzina by rozpocząć dzień, a 10 to jego środek. Nigdy wcześniej nie myślałam, że marzeniem stanie się przespanie całej nocy, a za sukces będę uważała odzwyczajenie od nocnego mleka. Już wiem, że kurczowe trzymanie się rozpisek, tabelek i wytycznych nie zawsze się sprawdza. Wiemy już, że nie można przyzwyczajać się do rutyny w rozkładzie dnia i nocy Leonka. Kolejny taki sam tydzień wcale nie oznacza, że tak już będzie na stałe.


Co najważniejsze i najcudowniejsze...był to rok, który pokazał nam, iż życie całkiem przestawione, z cieniami od niewyspania sięgającymi do brody, wygląda o niebo lepiej kiedy mały, bezzębny jegomość łapie za szyję i nie chce puścić.

A co u Leona? 

Pozwólcie, że tę część zacznę od zaległego, zrobionego na 11 miesiąc, zdjęcia naszego Fasola:


Najważniejszym wydarzeniem ostatnich 3 miesięcy (obok pierwszych urodzin) były wakacje. Za cel obraliśmy Chorwację. Kiedy wszystko było już zapięte na ostatni guzik, zaczęłam stresować się jak Leon przeżyje tak długą podróż. Dał radę i do tej pory jesteśmy z niego bardo dumni.
Co więcej, wytrzymał z nami, nie obrażał się kiedy nie chcieliśmy jeść z nim kamieni na plaży, a do tego cieszył kiedy je dla niego malowałam.  


Z naszego maluszka zrobił się już duży chłopczyk, który prawie chodzi i gada 'dadadadadada', 'tatataatatata'. Kiedy tylko widzi otwarte drzwi do łazienki lub pokoju gdzie samemu nie wolno mu wchodzić, dostaje jakiejś super mocy i zwiewa tam na czworaka. Przy Leonie żaden fitness nie jest potrzebny, a serię ćwiczeń na ręce i nogi wyrabiam podczas usypiania szaleńca na drzemkę.

Peppa nadal jest bohaterką numer jeden. Ja za to odkrywam, że piosenka, która tkwi w mojej głowie to jedna z piosenek z odcinka, a nie najnowszy hit super znanej gwiazdy.

Ostatnio ulubione zabawy Leona to:
wyjmowanie klocków z pudełka lub przekładanie ich z puszki do puszki; pchanie stolika; opieranie się na małym samochodziku i jeżdżenie 'na nim' po całym domu; zbieranie śmieci z podłogi; ale chyba najfajniejszą zabawą jest wrzucanie miski pod prysznic.

Nie ma się co rozpisywać. Niedługo Leon przerośnie Matkę, a gadulstwem z pewnością przebije Tatę. Zapraszam na zdjęciowy misz masz.



Nie da się ukryć, niemowlaka z Leona już nie zrobimy, a matka chlipie za każdym razem kiedy ogląda zdjęcia z pierwszych wspólnych dni.

Lescils.

Agata (lescils)

Jeżeli masz jakieś pytania lub po prostu spodobał Ci się mój wpis, koniecznie daj mi o tym znać :).