Matka wraca do pracy!


źródło:http://www.keepcalm-o-matic.co.uk/p/keep-calm-and-go-back-to-work-130/

Matka w końcu ma wychodne. Ale nie byle gdzie, bo do pracy. Ktoś pomyśli "ześwirowała, ale mi rozrywka", a matka jest najszczęśliwsza na świecie. W końcu porozmawia z kimś innym niż 1,5 roczne bobo i tematy tych rozmów będą na ciut wyższym poziomie niż Świnka Peppa. 

Jak już wiecie z kraftsów, sytuacje, których wcześniej sobie nie zaplanowałam nie są przeze mnie mile widziane. Tak wiem, wiem, nauczyłam się już, że taka moja piękna bańka mydlana szybko pryska w konfrontacji z prawdziwym życiem. I tak właśnie moja potrzeba zaplanowania wszystkiego, spotkała się z wymogiem szukania pracy w Trójmieście i okolicach. Chyba wtedy najbardziej zazdrościłam matkom, które znały dokładną datę powrotu do pracy, mogły wszystko rozplanować, wiedziały gdzie i z kim będą pracowały. Bardziej niż samą rozmową kwalifikacyjną, stresowałam się tym co będzie kiedy dana firma zdecyduje się mnie zatrudnić. Myślałam: "co zrobimy z Leonem", "Nie mamy żłobka" "Jak on zniesie pierwsze dni w obcym miejscu", i najważniejsze "jak pogodzić rozmowy kwalifikacyjne z opieką nad Leonem". 

Dobrze, że Pan J. potrafi zapanować nad moimi rzutami paniki bo chyba bym miała wychodne ale do psychiatryka. 

Jeszcze kilka miesięcy temu nie wyobrażałam sobie powrotu do pracy. Przekonywałam Pana J., że najlepiej będzie kiedy zostanę z Leonem w domu. Rzucałam wtedy terminami: "do dwóch lat, dwóch i pół". Po raz kolejny muszę przyznać rację J., który stwierdził, że siedząc tyle czasu w domu, nie wracając do pracy, zwariuje w nim. Może górę brało tu przerażenie jakie ogarniało mnie na samą myśl o szukaniu pracy i problemów organizacyjnych z tym związanych.  Teraz kiedy o tym wszystkim pisze, nie mogę uwierzyć jak w ciągu kilku miesięcy może zmienić się podejście. Jedno wiem na pewno! Podziwiam Mamy, które zdecydowały się nie wracać do pracy i poświęcić się w 100% swojemu dziecku. Ja już wiem, że praca dodała mi skrzydeł i sprawiła, że stałam się mniejszym kłótnikiem, weselszą i bardziej roześmianą osobą niż jeszcze miesiąc czy dwa temu.. Jestem też przekonana, że i Leon znacznie lepiej skorzysta na tej ważnej i dla niego i dla mnie zmianie. Żłobek i inne dzieci to jednak coś fajniejszego niż codziennie ta sama walnięta matka, która raz się cieszy, a raz ma wszystkiego dosyć.

Może ktoś powie, że Matka, która ma dość siedzenia w domu z własnym dzieckiem, co więcej na samą myśl o pracy cieszy się jak dziecko, to żadna kochająca Matka. Nic z tych rzeczy!!! Pamiętajcie Mamy, nie możemy czuć z tego powodu wyrzutów sumienia. Najbardziej kochająca Mama na świecie też musi być szczęśliwa i spełniona. Spełniona nie tylko faktem posiadania dziecka ale też zadowolona z pracy i życia zawodowego, jeżeli oczywiście odczuwacie taką potrzebę. :)  

No dobrze ale do rzeczy. Przez te zawirowania w naszym życiu, a może bardziej, unormowanie naszego życia, kraftsy się trochę zakurzyły. Ani na sekundę nie przeszło mi przez głowę by je zamykać/zawieszać czy usuwać. Nie, nie, nie. Choć wielu mówi, iż przy pracy nie będę miała czasu na bloga, zdjęcia i szycie (ciut ciut prawdy w tym jest), ja jednak wiem, że minuta, a nawet godzina się znajdzie. Co więcej jestem pewna, że tak będzie gdyż kraftsy sprawiają mi ogromną frajdę, radość i satysfakcję. 

I tak przy końcu tej jakże nudnawej prywaty zapraszam Was na kraftsowy fanpage (https://www.facebook.com/kraftsylescilsa/) gdyż dzieje się tam zdecydowanie więcej.:)

Pięknej niedzieli.
Jutro do pracy :)

Agata

Agata (lescils)

Jeżeli masz jakieś pytania lub po prostu spodobał Ci się mój wpis, koniecznie daj mi o tym znać :).