Od jakiegoś czasu w mojej głowie kiełkował pomysł uszycia szmatki z metkami, obok których żaden niemowlak nie "przechodzi" obojętnie. Zaczęło się od pomysłu kolorowej szmatki w kształcie sowy lub królika. Jednak po wyczytaniu, że najlepsze zabawki dla niemowlaka są czarno-białe (dzięki kontrastowi maluch skupia na nich uwagę) lub w bardzo kontrastujących kolorach, zdecydowałam, że szmatka będzie czarna z naszytą białą czaszką. Po materiałowych zakupach w Ikei o których wypominałam w poprzednim poście (
klik), miałam spory kawałek czarnej bawełny, która idealnie nadawała się na podstawę zabawki. Czaszkę miałam zamiar użyć z biało-niebieskiej tkaniny (taką samą, którą wykorzystałam przy
sowie) i następnie naszyć ją na czarny materiał.
Zarys pomysłu był, lecz im dłużej zastanawiałam się nad nim tym więcej rozwiązań wpadało mi do głowy. Kolejnym ulepszeniem i gwarantem tego,że Fasol chociaż w minimalnym stopniu zainteresuje się tym co matka dla niego wymyśliła było coś co sprawi,że zabawka będzie szeleścić. I tu zaczęły się pierwsze przeszukiwania internetu- co można wszyć by uzyskać taki efekt. Padło na celofan czyli po prostu folie do kwiatów, którą można dostać/kupić w każdej kwiaciarni.
Jakież było moje zdziwienie (mina chyba również była ciekawa) kiedy pan w kwiaciarni zażyczył sobie 2,50 zł za arkusz folii. Kupiłam... po wielkich trudach wszyłam ją tak żeby folia była widoczna w oczach czaszki,a z kilku pogniecionych kawałków celofanu zrobiłam wypychacz do szmatki. Dzięki temu szmatka i czaszka same w sobie szeleszczą.
Oczywiście podczas szycia zabawki koncepcja na nią bardzo się zmieniała- czarną podstawę przeszyłam kilkoma białymi ściegami, a z czaszkę zrobiłam trochę jako dodatkowy element. A oto efekt, może lepiej to wszystko wytłumaczy: :)