Dzisiaj trochę inaczej czyli o tym jak bardzo blog przyczynił się do zmiany postrzegania mojej rzeczywistości.
Wiele kilometrów wyspacerowaliśmy z Leonem by ułożyć sobie w głowie ten post. Może zacznę od początku. Pomysł przyszedł po przeczytaniu dwóch postów moich blogowych koleżanek. Znajdziecie je tutaj:
TANIE WYCHOWANIE i
evelabel. A mowa o macierzyństwie i trudnościach z nim związanych. W 100% zgadzam się z dziewczynami więc nie chciałabym powtarzać ich słów. Ale od siebie dodam...
bycie mamą to super ciężka praca, która może komuś wydawać się niczym szczególnym. Oprócz ciężkiej pracy, odpowiedzialności, macierzyństwo/rodzicielstwo to też nowe sytuacje, z których pogodzeniem zmagałam się kilka tygodni. Niestety jestem obrzydliwym planistą, który musi mieć plan na wszystko. A kiedy zaskakuje mnie coś czego wcześniej sobie nie przemyślałam, już nie wspominając o zaplanowaniu, to czuję jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody. Taką sytuacją była dieta mamy karmiącej. W ciąży jadłam wszystko (oczywiście oprócz surowego mięsa, wątróbki, nie wspominając o alkoholu) by właśnie karmiąc piersią nie mieć jedzeniowych ograniczeń. To była moja strategia, którą rozwiała na pierwszej wizycie kontrolnej pani położna. Dieta, dieta i jeszcze raz dieta. Ba nawet zakazała jedzenia nabiału gdyż Leon się prężył i marudził. Pewnie pomyślicie "przecież dieta to normalne w czasie karmienia" no właśnie ja jestem aż tak niedomyślnym człowiekiem:). Są dwie "teorie" jedzenia podczas karmienia piersią. Jedni uważają, że należy stosować dietę, inni natomiast twierdzą, iż trzeba jeść wszystko oczywiście bez przesadzania. Po miesiącu i rozmowie z drugą położną zostałam przekonana by jeść wszystko (oczywiście nie przesadzać) bo nastawienie mamy karmiącej jest równie ważne co picie wody by pokarm się utrzymał. Uwierzyłam też, że nasze nastroje, stres "przechodzą" na malucha i wszyscy są nieszczęśliwi. Zaczęłam jeść wszystko, zmieniłam nastawienie i o dziwo kolki Leona się praktycznie skończyły. Nie wiem czy to moja zasługa czy może używanego przez nas profilaktycznie sab simplexu (cudowny lek na kolki) ale ja wierzę w to, że pozytywne nastawienie dużo zmienia. Nie będę się rozpisywać o tym jak czasem trudno jest wziąć prysznic czy zrobić sobie coś do jedzenia. Nigdy nie pomyślałabym, że moim marzeniem będzie przespać całą noc bez pobudek na karmienie Leona:). Jest i będzie mnóstwo takich małych sytuacji, które spotykają nas i spotykać będą na rodzicielskiej drodze. Co więcej nie zawsze będziemy się z nimi chętnie zgadzali. Były kolki, będą zęby, był marud będzie pewnie jeszcze większy i do tego wymuszacz (oczywiście po mamie), będzie sto milionów pytań i badanie granic naszej cierpliwości, później bunt nastolatka i chęć pójścia na całonocną imprezę....:) Ale i tak jest i będzie wspaniale!